

Kiedy pierwszy raz wzięłam do ręki Domi 2 od Lovense, miałam bardzo konkretne oczekiwania. Wyjątkowo duża moc w kompaktowym wydaniu. Niby proste, zwłaszcza gdy rozmawiamy o wandach, a jednak doświadczenie nauczyło mnie, że wyrażenie „duża moc” dla każdego producenta oznacza co innego. W tym wypadku jednak dałam Lovense dość spory kredyt zaufania, jako że uwielbiam ich produkty i jeszcze nigdy się na nich nie zawiodłam. Jak do tej pory w mojej kolekcji znajdują się dwie różdżki – Original od Doxy i Vim od Fun Factory. Obie sprawdzają się świetnie, jednak mają jedną wspólną wadę – rozmiar. Dotychczas tak właśnie myślałam o różdżkach – chcesz dużej mocy, musisz ją wziąć też w pakiecie ze sporym rozmiarem. Lovense podjęło próbę obalenia tego przekonania. W tej recenzji opowiem Wam jak, jak sobie z tym poradzili.
Contents
Wyjęłam go z pudełka i pierwsza myśl była taka: on jest naprawdę ładny. Minimalistyczny, elegancki, przyjemny w dotyku. Nie wygląda tandetnie ani krzykliwie. To zresztą dość charakterystyczne dla Lovense – ich produkty nie mają zbyt wiele zdobień ani elementów pełniących funkcję jedynie estetyczną, ale od razu ma się uczucie, że trzyma się w ręce świetnie wykonany produkt. Plus co najważniejsze, jest wykonany z całkowicie bezpiecznych materiałów – silikonu medycznego i tworzywa ABS.
Nadszedł jednak najważniejszy moment, czyli sprawdzenie, z czym mamy do czynienia jeśli chodzi o moc zabawki. Nie spodziewałam się jednak aż takiej siły. Naprawdę. Używałam wcześniej większych wandów i miałam w głowie przekonanie, że mały rozmiar = kompromis. Tymczasem Domi 2 od pierwszego poziomu daje wyraźne, głębokie wibracje. Nie takie powierzchowne łaskotanie, tylko ten przyjemny, dudniący rodzaj drgań, który czuje się głęboko w zakończeniach nerwowych. Pierwszy raz testowałam zabawkę wieczorem, bez pośpiechu. Zaczęłam ostrożnie, myśląc, że to będzie raczej rozgrzewka niż finał. Skończyło się szybciej, niż planowałam. I to był ten moment, w którym zmieniłam zdanie o „mini wandach”.
Najbardziej podoba mi się to, że mogę stopniować intensywność bez nagłego przeskoku z „nic się nie dzieje” do „za dużo!”. Przejścia są płynne. A kiedy wchodzą najwyższe poziomy… no cóż. To już jest konkret. Moim zdaniem Domi oferuje moc, która przypadnie do gusty nawet najbardziej wymagającym osobom.

Domi ma dość elastyczną główkę, ale żeby to poczuć, trzeba dość mocno przycisnąć masażer do ciała. Różdżki to gadżety zewnętrzne, wiec służą głównie do stymulacji łecztaczki i zewnętrznych części ciała. Jeśli używamy jej przede wszystkim jako masażera łechtaczki, moim zdaniem częściowa elastyczność główki nie jest ani wadą ani zaletą, ponieważ żeby to miało znaczenie, musielibyśmy docisnąć masażer do ciała naprawdę, naprawdę mocno. Gdybym używała tej zabawki tylko do tego, nawet bym się nie zorientowała, że główka ta nie jest w pełni sztywna.
Inaczej jednak jest, gdy masujemy zabawką całe ciało. Gdy naprawdę mocno przycisnęłam Domi do pleców czy uda, zdarzało się, że główka wyginała mi się w nieodpowiednią stronę, dlatego też osobiście wolałabym, żeby była całkowicie sztywna. Jednak przez większość czasu używam go jako masażer intymny, gdzie nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Jeśli jednak możliwość masowania nim całego ciała jest dla was czymś istotnym, weźcie to pod uwagę – bo pomimo swojego rozmiaru, potrafi naprawdę sprawić ulgę bolącym mięśniom!
Co jeszcze ważne, a co ma dla mnie ogromne znaczenie przy różdżkach – w wypadku Domi wibracja prawie nie rozchodzi się na rączkę bez względu na intensywność działania. Jest to ogromny plus, ponieważ nie ma nic gorszego, niż zdrętwiała ręka po tym, jak przez ostatnie kilkanaście minut wibrowała ona przez cały czas razem z zabawką.
Nie będę udawać: to nie jest najcichsza zabawka świata. Na niskich poziomach jest w porządku. Ale kiedy wchodzi się na wyższe, szczególnie te najmocniejsze ustawienia, robi się słyszalnie. Nie jest to dźwięk wiertarki, ale zdecydowanie nie nazwałabym go „dyskretnym”.
Jeśli ktoś mieszka z innymi osobami i cienkie ściany to codzienność, warto mieć to z tyłu głowy. Ja testowałam go zarówno w ciągu dnia, jak i wieczorem, i przy maksymalnej mocy raczej nie ryzykowałabym używania go w totalnej ciszy nocnej. A dla części osób może to być ważny czynnik.

Jednym z powodów, dla których w ogóle zainteresowałam się produktami Lovense, była aplikacja. Słynie ona z funkcji zdalnego sterowania, więc byłam ciekawa, jak to działa w praktyce. Doskonale opanowałam ją używając Lusha tej samej marki, dlatego też gorąco zapraszam do przeczytania mojej recenzji tego właśnie gadżetu, gdzie dowiecie się wszystkiego o aplikacji.
Nie będę ukrywać, różdżki są dla mnie tym rodzajem gadżetów, z którymi nigdy nie używam aplikacji, jako że nie da się nimi w żaden sposób dyskretnie bawić z drugą osobą, a właśnie do tego używam apek. Także z kombinacją Domi + aplikacja spędziłam bardzo niewiele czasu, głównie chcąc sprawdzić, czy nie ma żadnego problemu w łączeniu się zabawki z telefonem. Nie było!
Jednak jeśli lubicie tego typu połączenie lub widzicie jakieś kreatywne sposoby na wykorzystanie aplikacji z tym gadżetem, próbujcie! Mało która apka jest tak dopracowana i pełna różnych możliwości jak ta.
Domi jest banalnie prosta w obsłudze. Działa około 2 godziny na jednym ładowaniu, więc jedyne o czym musimy pamiętać to to, żeby co jakiś czas dać jej się podładować. Utrzymanie jej w czystości też nie sprawia żadnych trudności – po umyciu wodą z mydłem możemy albo wytrzeć ją ręcznikiem papierowym albo pozostawić do wyschnięcia i po 15 minutach jest już ona sucha. Polecam przechowywać ją w bawełnianym woreczku, jednak muszę się Wam przyznać, że chyba nigdy z żadnym gadżetem nie miałam tak dużej chęci, żeby po prostu nie zwracać na to uwagi, tylko wrzucić go do szuflady, żeby czekał na następny wieczór. Wciąż nad tym pracuję.
Co też ważne, dzięki swojemu rozmiarowi, Domi jest naprawdę lekka. Przy większych wandach po dłuższej zabawie zaczyna to stanowić problem – ból ręki zaczyna dominować nad przyjemnością i coraz trudnej precyzyjnie utrzymać różdżkę w wybranym przez nas miejscu. Tutaj tego nie ma – moim zdaniem Domi nie jest cięższa niż przeciętnego rozmiaru wibrator króliczek.
Po kilku tygodniach używania mogę powiedzieć, że Domi 2 stała się jedną z tych zabawek, po które sięgam naprawdę często. Nie dlatego, że jest najbardziej futurystycza czy najbardziej oryginalna, ale dlatego, że jest niezawodna. A właśnie tego oczekiwałam, decydując się na ten gadżet.
Jest mocny jak na swój rozmiar, wygodny w trzymaniu i daje mi kontrolę nad poziomem intensywności. Ma swoje minusy - głównie głośność - ale nie są one dla mnie na tyle duże, żeby przysłoniły całość doświadczenia. Nie przytrafił mi się jeszcze ani jeden wieczór z tą zabawką, którym byłabym rozczarowana.
Gdybym miała opisać go jednym zdaniem? Klasyczny, niezawodny gadżet, po którym zawsze wiemy czego się spodziewać.
