Jak ulepszyć doskonałe? – recenzja Lusha 4 od Lovense

Lovense Gravity - Pulsator
Technologia, która … porusza (dosłownie) – recenzja Gravity od Lovense
17 lipca 2025
Precyzyjna stymulacja w techno wydaniu – recenzja wibratora punktowego Hyphy od Lovense
19 września 2025

Lush 4 to jeden z tych produktów na rynku gadżetów erotycznych, których nie trzeba nikomu przedstawiać. Pierwsza wersja Lusha pojawiła się na rynku w 2016 roku jako jedno z pierwszych inteligentnych, wibrujących jajek sterowanych aplikacją. Wyróżniało się nowoczesną technologią Bluetooth i możliwością zdalnego sterowania – nawet z drugiego końca świata – co uczyniło go hitem wśród par na odległość, twórców erotycznych treści, a także użytkowników portali typu OnlyFans. Szczyt popularności jajko osiągnęło w trakcie pandemii COVID-19, gdy wiele osób szukało sposobów na urozmaicenie życia intymnego i zabawę na odległość. Obecnie doczekaliśmy się już czwartej odsłony kultowego gadżetu. Jak więc Lovense udało się udoskonalić gadżet, który wydawał się nie mieć żadnych wad?

Contents

Techno vibe w kolejnej odsłonie 

Kolorystyka, jaką posługuje się Lovense, sprawia, że jeśli jest się choć częściowo zorientowanym, co dzieje się na rynku zabawek erotycznych, ich produkty można rozpoznać na pierwszy rzut oka. Białe pudełko, jaskrawy gadżet i zarys fal dźwiękowych – to coś, czym charakteryzują się ich opakowania. Lush 4 wychodzi jednak przed szereg – całe pudełko jest wyraziście różowe, a sam gadżet jest jedynie zarysowany błyszczącymi konturami. Mi osobiście poprzednie opakowanie bardziej przypadło do gustu, jednak rozumiem, że to pewnie był zabieg, który miał wyróżnić Lusha 4 na tle poprzednich modeli. Nadal jednak wpisuje się ono w konwencję i estetykę Lovense.

Jestem jednym z tych szczęśliwców, którzy mają możliwość porównać działanie ich najnowszej odsłony kultowego gadżetu z poprzednimi wersjami. Dlatego w dużej mierze w swojej recenzji będę się z wami dzielić swoimi przemyśleniami na temat czego, czy nowy model jest faktycznie lepszy od wcześniejszych. Więc już na wstępie musicie wiedzieć, że Lush 3 ma wyjątkowe miejsce w mojej kolekcji – praktycznie jako jedyny gadżet typowo dopochwowy swoimi wibracjami potrafi dostarczyć mi naprawdę mnóstwa przyjemności. W innych przypadkach sprawdzają się jedynie wibratory–króliczki i zabawki niewibrujące. Lush zawdzięcza to swojemu wyjątkowemu kształtowi – który dokładnie przylega do obszaru G, co w połączeniu z głębokimi wibracjami daje wspaniały efekt. 

To, co zwróciło moją uwagę to to, że w „czwórce” ogonek jajeczka jest grubszy, niż w Lushu 3. Może to wynikać z tego, że na stronach internetowych, gdzie ludzie dzielą się opiniami na temat zabawek erotycznych, część użytkowników skarżyła się, że ogonek dość szybko ulegał uszkodzeniu. Po włożeniu zabawki do pochwy, różnica w grubości jest wyczuwalna, jednak nie na tyle, żeby sprawić dyskomfort. Więc jeśli ma się to przyczynić do zwiększenia trwałości zabawki – dla mnie ruch w dobrą stronę.

Czym jeszcze różni się Lush 4 w stosunku do swojego poprzednika?

Nie ma co ukrywać, że początkowo patrząc na Lusha 4, ciężko jest dostrzec jakiekolwiek różnice pomiędzy nim, a jego wcześniejszą wersją. Kolor, kształt, wibracja – wszystko wydaje się takie samo. Jednak po dokładniejszym przyjrzeniu się jajeczku i zapoznaniu się ze specyfikacją produktu, różnice stają się jasne. Są to przede wszystkim:

  • Szybkie ładowanie: zaledwie 5 minut ładowania wystarcza na około 60 minut użytkowania 
  • Dłuższy czas pracy na baterii: do 350 minut pracy (ok. 5,8 h), czyli około o 35 % więcej niż w Lush 3 
  • Mocniejszy silnik: do 7 000 drgań na minutę, co daje głębsze, bardziej intensywne wibracje idealne do stymulacji punktu G 
  • Poprawiona łączność Bluetooth: stabilna kontrola nawet do 25 metrów, nawet przez ściany 
  • Mniejszy poziom hałasu: około 36 dB (43 dB w Lush 3), czyli cichszy i dyskretny model
  • Nowość: diodowe LED-owe światło na ogonku: reagujące na tryb wibracji, umożliwia personalizację efektów wizualnych w aplikacji 

Można więc od razu zauważyć, że to, co zrobił Lovense przede wszystkim, to dopracował parametry techniczne w swoim produkcie. Kształt zachował praktycznie identyczny nie bez powodu – bowiem to on był tym, co szczególnie przyciągało użytkowniczki do Lusha 3. Trochę gadżetów erotycznych już w swoim życiu miałam, więc nawet na mnie robi wrażenie to pięć minut ładowania, po których jajko może wibrować przez godzinę. Z tego co wiem, jak do tej pory żadna marka jeszcze dotychczas tego nie osiągnęła. Tak samo prawie 6 godzin pracy na jednym ładowaniu – jest to ogromne udogodnienie dla osób, które lubią dyskretne zabawy w miejscach publicznych, bo jeżeli wcześniej naładują zabawkę, właściwie nie muszą się obawiać, że rozładuje im się ona w środku zabawy. Jeśli natomiast chodzi o głośność produktu, można śmiało wychodzić z nim w teren – gadżet po włożeniu do pochwy jest praktycznie niesłyszalny, zwłaszcza, gdy w tle są dźwięki z otoczenia.

Natomiast co do wibracji – jak już pisałam, jest ona bardzo głęboka i daje mi ona najbardziej intensywne doznania z wszystkich wibrujących jajek, jakie dotychczas testowałam, jednak nie czuję właściwie żadnej różnicy pomiędzy wibracją w Lush 4 a jego poprzedniku. Nie jest ona ani lepsza, ani gorsza – jest tak samo dobra, jak w „trójce”. Więc jeśli myślicie o zakupie Lush 4 z myślą o jeszcze bardziej intensywnej stymulacji, możecie się rozczarować.

Nie mogę jednak nie wspomnieć, o najbardziej „wizualnym” ulepszeniu, jakie zafundował nam Lovense. Chodzi mianowicie o LED-owe światełko na ogonku. Jako, że uwielbiam wszystko, co tęczowe, widok ogonka, który mieni się na różne kolory sprawia, że jeszcze częściej mam ochotę wyciągać gadżet z szafki. Nawet choćby tylko po to, by obserwować te migoczące światełka. Nie musicie się jednak obawiać – nie prześwitują one przez ubranie. 

Cały świat w zasięgu ręki 

Tym jednak, co przesądziło o sukcesie Lusha 4 na rynku, była ich aplikacja mobilna. Pomimo dość wysokiej ceny, jego popularność nie maleje głównie dzięki temu, że aplikacja daje właściwie niezliczone możliwości zabawy z gadżetem. Oto niektóre z funkcji jakie oferuje Lovense Remote:

Zdalne sterowanie

  • Sterowanie lokalne (Bluetooth) – można kontrolować Lusha 4 z telefonu z odległości nawet 25 metrów, co jest idealne do zabawy w miejscach publicznych
  • Sterowanie zdalne przez Internet – twoja osoba partnerska może sterować zabawką z dowolnego miejsca na świecie, wystarczy, że oboje macie aplikację i połączenie internetowe
  • Czat wideo i tekstowy – możesz prowadzić wideorozmowę bezpośrednio z poziomu aplikacji podczas zabawy
  • Bezpieczne parowanie – dostęp tylko przez zatwierdzenie zaproszenia.

Tryby wibracji i personalizacja

  • 7 trybów wibracji, które są wgrane automatycznie (np. pulsowanie, fale, ciągła wibracja)
  • Możliwość tworzenia własnych wzorów wibracji – ręcznie, suwakiem lub rysując palcem na ekranie, ich ilość jest niezliczona 
  • Synchronizacja z muzyką – zabawka wibruje w rytm wybranej piosenki (np. Spotify, Apple Music, pliki lokalne)
  • Reakcja na dźwięk/otoczenie – wibracje reagują na głos, muzykę na żywo, czy otaczający hałas 
  • Tryb alarmu – zabawka może zacząć wibrować o ustalonej godzinie
  • W Lushu 4 możesz też sterować światłem LED w ogonku – ustalać kolor, pulsowanie, a nawet synchronizować z trybem wibracji

Dodatkowe funkcje

  • Kompatybilność z platformami erotycznymi – wibracje reagują na napiwki widzów
  • Integracja z grami erotycznymi i VR (z pomocą Lovense Connect na komputerze)
  • Statystyki i historia użycia – do śledzenia najczęściej używanych trybów i czasu zabawy
  • Możliwość ustawienia hasła/PIN-u do aplikacji.
  • Tryb ukrywania aplikacji (widoczna pod inną nazwą lub ikoną)
  • Możliwość synchronizacji z innymi urządzeniami Lovense 

Jak więc widać, ilość możliwości, jakie daje nam aplikacja do personalizacji doświadczeń, jest ogromna. W praktyce obsługa Lovense Remote jest naprawdę prosta i jak do tej pory bardzo sporadycznie zdarzało mi się utracić połączenie w trakcie zabawy. Pomimo, że używam aplikacji już od dłuższego czasu, sama jeszcze nie próbowałam wszystkich możliwych funkcji, ponieważ te „podstawowe” były dla mnie w zupełności wystarczające. Według mnie jest to na razie najbardziej zaawansowana aplikacja wśród tych, które mamy obecnie dostępne na rynku. Jeśli jednak walicie tradycyjne sterowanie za pomocą przycisku na zabawce – to też jest jak najbardziej proste i możliwe!

Czy warto?

Czy więc Lush 4 jest godnym następcą swojego poprzednika? Według mnie tak, choć nie jest jednym z tych gadżetów, które stają się przełomem na rynku i wyznaczają nowy trend wśród producentów. Jest to raczej ulepszona wersja tego, co już znamy. Moim zdaniem, jeśli zastanawiasz się nad kupnem wibrującego jajka i żadnej z wcześniejszych wersji Lusha jeszcze nie masz w swojej kolekcji, śmiało kupuj „czwórkę” – ma ona wszystko to, co poprzedniczka + więcej. Natomiast jeśli masz już swojego Lusha i myślisz nad wymianą go na nowszy model, według mnie ma to sens jedynie wtedy, gdy bardzo zależy ci na tym, aby działał on dłużej na jednym ładowaniu i krócej się ładował. Doznania bowiem będą raczej dość podobne. Chyba, że budżet nie gra dla ciebie roli, a uwielbiasz odkrywać nowości na rynku gadżetów erotycznych – wtedy kupuj śmiało! 

Autorka: Marta Sobolewska 

Marta Sobolewska
Marta Sobolewska
Cześć, nazywam się Marta Sobolewska i już tylko kilka miesięcy dzieli mnie od zostania psycholożką. Seksualność człowieka to główny obszar moich zainteresowań, a swoją przyszłość wiążę z pracą edukatorki seksualnej. Na co dzień pracuję również w jednym ze sklepów stacjonarnych Venus w Gdańsku oraz piszę recenzje gadżetów erotycznych i artykuły na bloga. W swoim wolnym czasie uwielbiam czytać książki i uczestniczyć w konwentach fantastyki w różnych częściach Polski.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Created with Visual Composer